Pierwszy chillowy wyjazd za nami…

Lot na Rodos nie zapowiadał wyluzowanego wyjazdu. Mówi się, że takie rzeczy muszą się komuś przytrafić. Ale dlaczego akurat nasi kursanci musieli mieć awaryjne lądowanie tuż po starcie z lotniska w Pyrzowicach 😉 Na szczęście obyło się bez paniki i nasza ekipa doleciała na grecką wyspę. Później podwózka na spot…

Odnoszę wrażenie, że z początku Keno Ludki czuły się trochę zagubione na Prasonisi. Obeszli sobie spot, znaleźli miejsce gdzie rozbili namioty, wykąpali się w morzu a wieczorkiem podjechaliśmy do „babci” w Kattavi na obiad. Następnego dnia rano, wszyscy ruszyli na wodę. Jedni na orali wodę ucząc się bodydragów na kajcie, inni orali wodę rufą deski windsurfingowej, próbując wejść w ślizg. Wieczory w zależności od naszych chęci spędzaliśmy na schodach pod Kiki albo przed sklepem u Zenka. I tak leciały dni. Nasi uczniowie się rozkręcali. Patryk, od zera do bohatera, szybko dogonił bardziej zaawansowanych Kingę i Pawła. Już 3 dnia mogli pływać dwójkami. Najlepsze i tak były próby beach startów, które kończyły się różnie, lepiej, gorzej lub na głowie. No ale ogólną zajawkę wszyscy mieli i podejrzewam, że popływaliby jeszcze więcej.

Na windsurfingu potrzebowaliśmy trochę więcej wiatru, ale że go nie było… Trzeba było sięgnąć po większe żagle… Czyli 5,4 do 6,4. Tak się pływa na Praso jak słabo wieje. Efektem tego były pierwsze porządne ślizgi Ani i Kuby (okupione komicznymi, aczkolwiek nieco groźnie wyglądającymi katapultami). Olga z szybkim pływaniem na deseczce problemów nie miała ale chyba jednak bardziej gustuje w Turkach niż w Grekach bo dosyć często spływała z wiatrem w kierunku Turcji. Ale się ogarnęła. I jak już popłynęła ostro to taaaaak…, że do sztagu musiała odpaść 😉 Ewa nauczyła się jak zrobić zwrot przez rufę i poprawiła jej skuteczność prawie do 90%. Dlatego musi przyjechać na Praso jeszcze raz po wygranego w zakładzie ze mną donuta.

No i tak leciały dni na pływaniu i wieczornym chillowaniu. Gdy robiliśmy przerwę od kite’a lub windsurfingu zmienialiśmy po prostu deski na skimboardy DiSorder. Trochę poprawiliśmy kałużę i warunki mieliśmy prawie jak w Jastarni 😉

W ostatni wieczór wybraliśmy się do Lindos na naleśniki, posiadówę na plaży i do tego udało nam się jeszcze załapać na niezłą imprezkę. Było wesoło. Szkoda tylko, że tydzień to tak mało. Dlatego zapraszamy Was do nas na Praso. Jak widzicie, nie jest to tak daleko, a klimat jest niepowtarzalny i nie da się go opisać słowami. Może Wam się uda lepiej to przedstawić, więc piszcie komentarze.

Kryzysu tutaj nie widać więc Ci co się obawiali w sytuacji w Grecji niech nie zawracają sobie głowy tylko do nas wpadajcie. Mam nadzieję, że zdjęcia zrobią dobrą reklamę naszemu kolejnemu, wrześniowemu „Still on the Chill”. Aaaa… i dziękujemy Kindze, Ani, Oldze, Ewie, Pawłowi, Kubie i Patrykowi za to, że odważyli się być naszymi królikami doświadczalnymi w pierwszy kitowo-windsurfingowymm wyjeździe KenyOnBOard.

Do zoooo na Praso…


Autor:
keny
Publikacja:
13 Lip 2011