20101214To był wypad. W Keno Team’ie zabrakło co prawda Kenego ale ze Zbiciem i Ninką też nie mogło być nudno! We wtorek 14 grudnia obraliśmy kurs na Skrzyczne! Początkowo plan był trochę inny. Mieliśmy tylko ze Zbiciem jechać po deski „siódemeczki” do Wesołka i dopóki ta wersja żyła, Ninka nie chciała jechać z nami bo musi przecież pisać pracę mgr. Ale gdy w poniedziałek napisałem smsa z pytaniem czy jedzie z nami na deskę było tylko pytanie: „yyyy, o której?” Cała Ninka. I tak ruszyliśmy we wtorkowy poranek najpierw do Zbicia. Tam, myślę, że standardowy obrazek, pracowity Tomcio, już gotowy, odśnieża wjazd. Wpakowaliśmy sprzęt do samochodu, już mieliśmy jechać a tu nasz Rider wychodzi z domu z tacą z filiżankami i herbatą w czajniku. No miszcz!

Do Szczyrku zasypanego śniegiem dotarliśmy dopiero przed 10.00. Potargowaliśmy się o cenę za parking i poszliśmy pod wyciąg. Tam oczywiście nasi ukochani górale mieli dla nas smutną nowinę. Komunistyczni właściciele infrastruktury wyciągowej (czyt. kanapa dwuosobowa, na której walczysz ze śmiercią przed wyziębieniem, posuwająca się w tempie zdychającej szkapy ciągnącej wóz z choinkami na święta) zdecydowali, że wyciąg będzie w danym dniu czynny wyłącznie do 13.00. No nic, nie zraziliśmy się i po krótkiej rozgrzewce na szczycie Skrzycznego ruszyliśmy przecinać nietknięte, puszyste trasy. Miejsca, które znaliśmy dobrze, przy tej ogromnej ilości śniegu przedstawiały nam się zupełnie inaczej. Po prostu tonęliśmy w śniegu. A Lans ostrzegał nas: „omijajcie płaskie miejsca!”. No to ominęliśmy. Co się napociliśmy, żeby przejść płaską polanę. Ale jak już doszliśmy do stromizny… Nie da się opisać. Filmy snowboardowe…? Można oglądać w domu ale to co działo się w Szczyrku tego dnia to chyba będą wiedzieć tylko Ci, którzy tam byli.

Po 13.00 pojechaliśmy na Czyrną. Dostaliśmy cynk, że tam wyciągi o dziwo działają. Ninka uruchomiła swoje kontakty i udało nam się wywalczyć jeden karnecik czasowy. Więc wyjazd przechodził w niskobudżetowy 😉 Wzdłuż Bieńkuli freerajdziki niesamowite. Dawno tak nie bolała mnie tylna noga. Zjeżdżaliśmy, szukaliśmy hopek, przedzieraliśmy się przez gęsty las. Było wszystko! Co tu dużo pisać. Następnym razem jedziecie z nami!

Ale wiecie co pamiętam najlepiej z tego wyjazdu. Gleby! To jak Tomcio poleciał na twarz to historia! Ninka też sadziła dobre jumpy na głowę. A ja? Nie no, ja się nie wywracam, hehe.

Do następnego Keno Team’ie!

Aha, Lans ma takie same gogle jak Nina i ja! Wiecie co to znaczy? Wtajemniczeni wiedzą 😉


Autor:
keny
Publikacja:
22 Gru 2010