Po nieprzespanej nocy związanej z pierwszym wyjazdem szkoły KenyOnBoard w końcu znalazłem się na miejscu zbiórki. Na szczęście nie musiałem długo czekać na pierwszych uczestników i szybko przystąpiliśmy do integracji. Autokar ruszył w trasę punktualnie. Droga choć długa i męcząca oczywiście mega wesoła. Po 24 h jazdy udało nam się szczęśliwie dojechać do Francji. Szybki meldunek, przydział kwater i różnie – odsypianie podróży lub imprezowanie.

Pierwszy dzień szkolenia nie zachwycił szczególną pogodą ale warunki na trasie były genialne. Po różnych roszadach między grupami zaawansowania przystąpiliśmy do szkolenia. Myślę, że instruktorskim objawieniem sezonu była nasza riderka Keno Teamu – Ninka Orzeł. Jej kursant ochrzcił ją nawet Black Howk’iem. Grupę początkującą zamieniła na zaawansowaną zdradzając im tajniki jazdy na krawędzi. Wiadomo, że zajęcia z Niną to duża dawka dobrego humoru, który jak się okazało, udzielił się wszystkim na wieczornej imprezie w La Avalanche.

Po prostu opanowaliśmy lokal. Tańce na balkonie, Tomcio ze swoimi kocimi ruchami na parkiecie i wszyscy, którzy mogli przykuć czyjąś uwagę, to nic w porównaniu z kolejnym objawieniem tego wyjazdu – Hanką, siostrą Kenego. Jak ta dziewczyna hipnotyzowała mężczyzn swoimi tańcami na rurce. Normalnie szok!

Drugi dzień to waruny, waruny i jeszcze raz waruny! Totalna lampa, każdy ucieszony widokiem pięknych gór i nikomu nie przeszkadzało poimprezowe zmęczenie. Jedynie freestyle’rzy mogli być rozczarowani nieprzygotowanym snowparkiem. Na szczęście udało im się trochę pojibbować z Kenym i nadrobić zaległości podstawowych płaskich tricków. Kolejne dni to obfite opady śniegu. Jeden z lepszych freeridów jakie mieliśmy okazję jeździć. Na pełnej fantazji wyszukiwaliśmy nowe trasy przejazdów, a na jeszcze większej zajawce wbijaliśmy się głowami w puch. W tym samym czasie Zbiciu jeździł swoimi ścieżkami, by w następnych dniach pokazać nam miejsca do skoków ze skał, do kręcenia backflipów i innych tricków.

Wyjazd bez wątpienia udany mimo nie do końca sprzyjającej aury, upierdliwych kierowców autokaru, którzy nie pozwalali nam skorzystać z kibelka, no i sporo trwającej podróży. Gdy się pomyśli o tych minionych dniach na śniegu, wieczornych negocjacjach międzyapartamentowych i akcjach „wlepa”, chciałoby się znów tam pojechać. Dziękujemy całej ekipie, która zdecydowała się uczestniczyć w naszym pierwszym wyjeździe, dziękujemy wszystkim, którzy chcieli się szkolić, tym którzy odważyli się przykleić naklejkę KenyOnBoard na czyimś kasku, nartach, łysinie… dziękujemy Zbiciowi i Palio za obiadki jak u mamy. Dziękujemy za to, że potraficie się bawić!




Autor:
keny
Publikacja:
7 Gru 2010