IMG_1220

 

W ostatnim tygodniu lutego w terminie ferii warszawskich, wraz ze SnowEvents i Snow4life odwiedziliśmy stary, dobry kompleks Risoul/Vars. Położony na wysokości 1850m ze stokami pnącymi na grubo ponad dwa I pół tysiąca, kurort Risoul znany jest z doskonałych warunków freeridowych a chwalący się siedmioma parkami Vars zaspokoi nawet te najbardziej wymagające apetyty freestylowe.

 

Podróż zaczęliśmy w Warszawie o 17 -gdzie zapakowaliśmy większość towarzystwa i z szybkimi dosiadkami w Katowicach I Wrocławiu po północy byliśmy zagranicą.  Droga, upłyneła wyjatkowo grzecznie, a 2 dzień, prócz

względnego “komfortu dnia następnego”, dał nam szansę integracji. Pod wieczór gdy dotarliśmy do Celu, zakwaterowanie  poszło sprawnie i po krótkim zapoznaniu się z dzielącymi pokój wczasowiczami nastąpił upragniony czas regeneracji przed jazdą.

 

Z rana Francja przywitała nas pięknym słońcem. I po krótkiej integracyjnej rozgrzewce ruszyliśmy do boju. Podczas pierwszych dwóch dni, po szybkim rozjeżdżeniu I odnalezieniu w 3 grupach sprawnościowych, postawiliśmy na wykorzystanie warunków pogodowych I Varsowski Park. Pomimo obfitości, rurek I boxów które właściwie możemy znaleźć na każdym kroku, największa sekcja skoczni o bogactwie typów i poziomów trudności zasługiwała chyba na największe uznanie. To tu spędziliśmy większość czasu gdy tylko pogoda dopisywała i pod metodycznym okiem Kenego, stopniowo, coraz śmielej, łapalismy progres.

 

Dzień 3 i 4 zgodnie z prognozą, przyniósł załamanie pogody i bardzo obfite opady. W obliczu słabszej widoczności skoncentrowaliśmy się na szlifowaniu techniki, leśnych szusach ale też nie zabrakło odważniejszych skoków i rotacji na miękkich lądowaniach, mniejszego parku w Risoul.

 

Po bezgwiezdnej prognozie 5tej nocy naszego pobytu, już o 8:30 zaczęliśmy na stoku najbardziej wyczekiwany dzień wyjazdu, aby jak najszybciej znaleźć się po stronie Vars i zakładać pierwsze ślady. Szaleństwo trwało do dnia następnego

I prawie pokrzyżowało plany egzaminowi, który podsumowując nabyte umiejętności na stoku jak i wiedzę zdobytą na codziennych wykładach teoretycznych, zakończył nasze szkolenia.

 

Po ogłoszeniu wyników ( I dla niektórych egzaminie teoretycznym na stopień instruktora- pzdr. Schodek- bez Ciebie… 🙂 przyszedł czas na celebrację, na korytarzowej imprezie ”Bankiet” o tematyce: jak coś zostało w lodówce, przynoś nie zmarnuje się”- a nawet do autokaru starczy – pzdr. 825!

 

Droga powrotna aż do Katowic szła ja burza I już po siódmej wysadziliśmy cały

Śląsk. I jak oczywiście można się spodziewać po tonie poprzedniego zdania, grupie warszawskiej przyszło zapłacić cenę tak sprawnej podróży 5cioma godzinami w polu za Częstochową.  Jednak i to nie mogło nam popsuć humorów po tak udanym wypadzie… to i widok 25 placków dostarczanych na krajową jedynkę.

 

Chciałbym skorzystać jeszcze z tej okazji i szybko… Podziękować my fellow roommates… sorry że nie gotowałem, ale chyba I tak wyszło > Piona dla Tomka za spację… taki twardy, po żadnym mięsie nie będziesz > Dzięki 830 za wytrwałość w gospodarzeniu naszym wykładom > Dzięki 825 za entertainment > Dzięki padawanom sztuki instruktorskiej… i dozo > Dzięki całej grupie wyjadaczy… dobry skład, nie jest zły (tyś dobrego składu nie widzioł! 😉

 

> Dzięki Keny, dzięki Schodek… Było MISTRZ!

Pozdrawiam Julek Kepler

 

a to filmiki z wyjazdu:


Autor:
keny
Publikacja:
11 Mar 2014