Powoli godzina 16.00 w sobotę staje się dla nas nowym początkiem tygodnia. Już odliczamy dni do następnej sesji na batucie u Kenego w ogrodzie. Jak będzie? Na pewno lepiej niż ostatnio, bo każdy trening to niesamowity progres. Tak też było 23.10.2010. Mimo ogólnego zmęczenia po piątkowej imprezie organizowanej przez naszą zaprzyjaźnioną szkółkę snowboardową, znowu poczyniliśmy kolejne kroki w przygotowaniu do sezonu zimowego. Plan jest prosty. W sezonie 2010/2011 bawić się jeszcze lepiej, skakać jeszcze więcej i nie ginąć w cieniu profesjonalnych freestyler’ów.

Myślę, że z Kenym, Zbiciem, ze mną i na reszcie poszerzonym o Bonza i Mateusza Domagalskiego składem uda nam się to. A im więcej nas będzie na kolejnym spotkaniu tym lepiej. Zbicu już czarował: „Po c… c… c… co mam skakać coś łatwego!” i kręcił backflipy o prostym tułowiu. Keny oczywiście uparcie dopracowywał  rotację, frontflipy i backi, więc ja już wiem za czym będę musiał gonić w przyszłym sezonie. Pewnie znowu dołoży kolejne 180 stopni na hopie, a ja znowu zostanę w tyle. Później Keny, na fali zajawki, skakał z jedną nogą wpiętą w dechę co na nowo nas ożywiło. Krzyki euforii, zmiana, krzyki euforii, kolejna zmiana skaczącego, słowa uznania i… krzyki euforii  przy każdym nowym one footJ Wszystko wskazuje na to, że do sezonu będziemy przygotowani należycie. Ja mam nadzieję na udane próby frontside rodeo 720 i całe kości podczas ich wykonywania.

Mateusz vel „Keny podróbka” (kiedyś jeździli w takich samych kurtkach!) stawiał pierwsze kroki z deską na batucie. Śmialiśmy się, że wymięknie. A to mama go szukała, a to znajomi przyjechali, a to zadanie Julka musi odrobić (siostra Matiego – też skakała i dawała radę, będzie zawodniczka!)… Ale w końcu skakał i szło mu to całkiem dobrze. Liczymy na Ciebie ziom!!


No Bonzuś, Ciebie zostawiłem sobie na koniec! No co mam powiedzieć… narciarz! I to bez nart, skakał tak, że na zdjęciach jest zawsze tyłem. Ale tak poważnie to dobrze, że był bo było jak zwykle wesołoJ a i pokazał tam, że na skoczniach będzie się liczył. Rotacje były, graby też i myślę, że z nartami będzie to wyglądało całkiem efektownie.

Najlepszą uczestniczką była jak wiadomo Ninka, która przyjechała zwarta i gotowa ale… po 18.00! Załapała się na pyszne placki po węgiersku, debaty Keno Teamu i ogólne rozprężenie weekendowe zakończone w Katowicach pokazem filmów snowboardowych i afterparty w klubie Flow, zorganizowane przy udziale Kosmosa.

Hasło dnia (i tu znów muszę zacytować Zbicia) to: „W kiblu syf jak ch.., normalnie burdel” Powtarzane kilkakrotnie siedząc przy jednym stoliku z właścicielką lokalu, o czym biedny Tomcio dowiedział się dopiero po wyjściu z niego. Szacun bracie!

Czekamy na Was niezmiennie w sobotę o 16.00 u Kenego w ogrodzie (Zabrze, Paderewskiego 103). Nie zastanawiajcie się, nie krępujcie tylko wpadajcie! Jak macie wątpliwości to dzwońcie do nas, a my je rozwiejemy 😉


Autor:
keny
Publikacja:
25 Paź 2010